Archive for czerwiec, 2007

Dorota ustnie zdaje egzamin na prawko

« 29 czerwiec 2007 | 3:30 | Polskie Amatorki | No Comments »


Prawdę powiedziawszy - jeżdżąc na wypady za kursantkami za miasto - już znudziła nam się zabawa ze zrobiącymi-wszystko-by-zdać-prawko-laskami. Nam z Liliputem latka płyną, a kursantki z regularnością z którą można regulować zegar słoneczny pojawiają się w naszym ruchajwozie co roku - błysząc mniej lub bardziej tym samym, 18-letnim tępym umysłem, niedoświadczeniem i bojaźnią przed stanięciem twarzą w pytę z ich przeznaczeniem. Wcześniej przecież każda z tych, które nie mają pojęcia gdzie jest przełącznik skrzyni biegów - nie mówiąc już o sworzniu wałka, cylindrach, czy też łączniku stabilizatora - zetknie się w studenckim, czy też postudenckim życiu ze zwisłym pytongiem ich najlepszego kolegi, który będą miały za zadanie postawić w jak najkrószym czasie. Uprzedzając nieco fakty staraliśmy się dotąd udostępnić swe kutasy niczym worki treningowe lub sprzęt trekingowy dla początkujących amatorów sex-sportu. Niektóre zachwycone widokiem pyty intuicyjnie schylają się nad pytą i w trymiga zdają egzamin. Innym zaś trzeba pokazać i objaśnić wszelkie techniki robienia loda, gdyż w przeciwnym wypadku są one gotowe odgryźć napleta! Te właśnie zdają egzamin za 5 bądź 10 razem. I wcale mnie nie dziwi ten fakt, gdyż są to zazwyczaj wypindrzone brzydkie cipy, którymi nikt się nie chciał w szkole średniej ani na studiach zająć, poobracać i nauczyć dupodajnego fachu. Fakt faktem - już nawet moja babcia mówiła przy mieleniu mięsa, że pewnych rzeczy nie można uogólniać - tak i tu zdarzają się wybitne wyjątki. Taki właśnie egzemplarz trafił się i nam. Laska widać, że była po przejściach - jeszcze nie zeszły siniaki spod oczu, których wykonawcą był psychopatyczny Stachu - na codzień zbieracz leśnych poziomek, fan Roberta Kubicy i naśladownik Pudziana. Uderzył córkę z liścia, kiedy to po raz piąty wróciła z oblanego egzaminu z prawka do domu. Nie zastanawiając się dłużej - Stasiek wysłał córę na zabawę do sąsiedniej wsi na potańcówkę. Przed tym ubrał ją w kusa sukienkę, spod której zachęcająco wystawała jej czasami zachęcająco cipa. Wchodząc na parkiet Dorota rozpaliła swą półnagą dupą całe wiejskie towarzystwo, a wokół niej niczym stado wilków pojawiło się kilku kawalerów małymi fiutkami, którzy prężąc klatę nagabywali młodą Dorotę aby ją wydymać przy najbliższej możliwej okazji. Dwa, trzy piwa i laska była kupiona… zamiast dotykać się fiutami - 3 rolników od pługa oderwanych. Wzięło dorotę towarzystwo w obroty penetrując ją z każdej strony i w każdą dziurę. Spuszczając się na jej rozdziewiczone cycki postanowili nie rozpowiadać o tym fakcie nikomu i odprowadzić laskę w nienaruszonym stanie. Stasiek kręcąc wąsem zaśmiał się drwiąco widząc trzech lokalnych rzezimieszków odprowadzających jego córkę pod dom. Następnego tygodnia wypuścił swą córę na kolejny egzamin, na którym to trafiła na Liliputa jako głównego egzaminatora. Od momentu wejścia do kabiny samochodu i próby zapięcia pasa wokół szyi - egzaminator czuł co się będzie święcić. Znany z czułości i namiętności Liliput wygłosił krótkie acz treściwe przemówienie sugerując Dorocie inny sposób zdania prawka. Pojechali razem na boczne ścieżki tutejszej miejscowości, zatrzymując się przy przetwórni kostki brukowej na paszę dla krów. Tutaj właśnie sama Dorota - doświadczona penetracją sprzed paru dni - zaproponowała możliwość zrobienie lodzika w zamian zaliczenie egzaminu. Nie zdziwiło to wcale Liliputa, który sprowadził twarz Doroty w okolice swych lędźwi. Po całkiem udanym spotkaniu twarzą w pytę, Liliput miał jednak pewne opory czy zaliczyć testy, gdyż jego orgazm i chęć hegemonicznego chędożenia nie została zaspokojona. Dlatego jazda na ręcznym podczas powrotnej podróży do ośrodka ruchu drogowego okazała się bardzo trafną decyzją, która wyluzowała na tyle liliputowe lędźwie, że bez wahania już zaklepał Dorocie egzamin. Po powrocie do domu abiturientka nie kryła radości a i Stachu z radości wydoił flachę.



Ewa, chamstwo i kajdanki

« 15 czerwiec 2007 | 10:30 | Polskie Amatorki | No Comments »


Wszyscy znali na osiedlu Gienię - tą starą lampucerę, krążącą po oklicznych wysypiskach w poszukiwaniu drogocennego jak na te czasy aluminium, wierną i zawsze gotową na wezwanie aktywistkę toruńskiego radia, osiedlową plotkarę rozsiewającą setki niepotrwierdzonych plotek oraz fanatyczną inicjatorką sadownictwa i hodowli prawdziwych i rdzennie polski buraków czerwonych pod blokiem. Codzień zaraz po pielęgnacji swojego zapyziałego ogródka pod balkonem, przechadzała się do najbliższej kolektury totolotka, aby tam jak co tydzień podczas wielkiej kumulacji umoczyć 5 zyla, których zawsze żałowała na wsparcie sucho gardłowych podsklepowych czerwonych nosów. Raz udało jej się szczęśliwie przypadkiem trafić czwórkę, dzięki czemu mogła kupić do mieszkania zestaw nowych głośników, z których sączył się donośny, lecz aksamitny i delikatny głos ojca dyrektora namawiającego do wpłat na swe prywatne konto. Tak zafascynowana głosem jej idola od siedmiu boleści zazwyczaj złorzeczyła niektórym sąsiadom, których uważała za uparczywych komunistów i wrogów jedynie słusznych przywódców (niemal Duce) wszechpanujących i mile nam panujących braci. Od lat broniła całą klatkę przed domokrążcami, Jehowymi, kominiarzami roznoszącymi kalendarzyki oczekując za nie kasy itp. Tu punktowała u wszystkich mieszkańców bloku, jednak całokształt jej postępowania nieco irytował, przez co nie raz dostała wieczorową porą w ryj od pana Waldka. Odwieczny wróg - “to były ubek, komunista i wielbiciel seksualnych orgii” - tak mówiła o nim Gienia drapiąc się zazwyczaj po dupie, w którą często otrzymywała sąsiedzkie kopniaki. Towarzystwo mieszkało raz lepiej, raz gorzej razem już wiele wiele lat. Jednak pewnej wiosny w mieszkaniu ulokowanym wprost nad mieszkniem Gieni zmarł Rysiek - stary pierdziel, który pod koniec swego koszmarnego życia poruszał się po osiedlu jedynie w obecności swoich wychudzonych, zawszonych ratlerków, które paskudziły całą okolicę. Odznaczony kilkoma orderami i krzyżami zasługi Rysiek, wielokrotnie dyskredytując młode towarzystwo, pouczając ich jak należy rozmawiać ze starszymi, okazywać im szacunek i inne podobne pierdy. Jako że Rysiek wolał częściej pouczać innych niż samemu stosować swoje zasady, dlatego pozostawił po sobie jeden wielki burdel, którego nie sposób było posprzątać w pojedynkę, kiedy to na jego miejsce wprowadzała się nowa sąsiadka - gruba, obleśna, tłusta, już na sam widok wywołująca spazmatyczne wymioty - Ewa. Wówczas prosząc sąsiadów o pomoc w zaprowadzeniu porządku zjednoczyła panią Gienię, pana Waldka oraz pozostałych sąsiadów do kolektywnej, sąsiedzkiej pracy, którą wszyscy wykonali jednego popołudnia. Następnego dnia po wielkim sprzątaniu Ewa jak na starego babola przystało - zrobiła przed klatkowską małą imprezkę - dla starych wyjadaczy przyniosła ciepłą - dopiero co zabraną spod kaloryfera flaszeczkę, natomiast kobiety oprócz zagrychy mogły się teraz degustować winkiem zrobionych z agrestu i czarnych malin rosnących w pobliskim lesie. Widząc alkohol na stole pani Gienia nieco się obruszyło, gdyż jeszcze dzień wcześniej słuchała audycji Rozmowy Niedokończone, gdzie właśnie mówiono o zgubnym wpływie alkoholu na mózg. Przekonała się do jednego kielonka, jednak zaraz po jego wypiciu musiała dostać małpiego rozumu, bo walnęła pięścią w stół i wyszła z imprezy. Wszyscy się lekko zdziwili, ale imprezka trwała dalej aż do samego rana. Kiedy wszyscy już grzecznie poszli spać starając się aby nie dopadł ich kac - pani Ewa z panem Waldkiem zrobili jeszcze pół flaszki, kiedy to nagle zadzwonił telefon, w którym to ekipa podrywaczy grzecznie informowała że następnego dnia z miłą chęcią wbiją się na parapetówę do pani Ewy. Wtedy to przypomniała sobie Ewa, iż dawała ogłoszenia parę tygodni temu to jednej z gazet plotkarsko - ogłoszeniowych, iż potrzebuje zboczonego, niewyżytego ruchacza, który spenetrował by jej wszystkie dziury. Gasząc światło przed spaniem już nie mogła się doczekać kolejnego dnia… Zaraz kiedy ledwo co usnęła, a znad tutejszego konglomeratu rozbłysły promienie słoneczne do domofonu zadzwonili chłopcy - radarowcy. Wbijając się do Ewy wielokrotnie podziwiali pięknie wysprzątane mieszkanie ze ślicznymi meblami - pozostałość po starym ubeckim aparatczyku.



Patrycja dobrze zna się na jajkach

« 11 czerwiec 2007 | 3:30 | Polskie Amatorki | No Comments »


Siedząc cały dzień w domu, oczekując na listonosza, który dostarczy nam rentę - można się zarąbać. Łagodząc nieco rozgrzane emocjami nastroje po obejrzeniu ostatniego epizodu z serwisu podrywacze.pl, postanowiłem dokonać cudu egzystencjonalnego - ruszyłem dupę z fotela i pozmywałem miesięczny syf w zlewie. Tak mi się dobrze zmywało, że postanowiłem - drapiąc się standardowo po worku mosznowym - coś nie coś przypichcić. Przygotowując sobie coś do żarcia wole z obawy przed wybuchem zjeść coś na zimno niż parzyć sobie podniebienie jakimś cholernym parzydłem. Dlatego mój domniemany hotdog będzie jednak zdecydowanie cooldogiem. Krojąc ostatnią parówę usłyszałem jak zadzwonił dzwonek do drzwi. Za drzwiami stała świeża sąsiadka, z którą nie zdążyłem się zaznajomić. Sąsiadka była dość bezspośrednia jak się później okazało, ale co najważniejsze - przyszła do mnie z tym samym problemem, z jakim ja właśnie się kłopotałem. Pomyślałem sobie - może lubi anala - przynajmniej żeby połykała spermę… i już będę zadowolony z takiej sąsiadki. Jestem zwykłym sąsiadem, który może udzielić bezinteresownej pomocy sąsiadce… chyba że ta coś zaoferuje w zamian. Jak się okazało także i jej nie spodobał się zapach z rur gazowych, lecz nie miała wystarczająco dużo kapuchy, aby ściągnąć robotnika. Rzuciłem jej stówę do ręki - niech ma dziewczyna - i w tym momencie z jej oczu odczytałem taką radość, jakby mi chciała wygolić i wylizać rów. Cóż miałem począć - uśmiechnąłem się przyjacielsko, kiedy ta zaoferowała zrobienie loda. Właściwie - dlaczegóż nie miała by zrobić - dlaczegóż nie.. Ugieła się lekko przede mną delikatnie ustami penetrując jaskinię mego rozporka, z którego wyciągnęła sflaczałego, niczego nie podejrzewającego pytonga. Tak oto nawiążaliśmy owocne i długotrwałe stosunki międzysąsiedzkie, które postanowiłem przypieczętować trafnym strzałem na cycory, które pożegnałem poklepując mym wciąż dyngającym fallusem…



Marta - doświadczona mężatka w akcji

« 5 czerwiec 2007 | 3:08 | Polskie Amatorki | No Comments »


Marta jako doświadczona mężatka wie o co w tej zabawie chodzi. Pokazała nam jak się rżną polskie żony i i kochanki.